Menu
BIP
Facebook

Kilka słów na temat ogromnych korzyści dla dziecka, jakie przynosi czytanie bajek

To nie tylko bajki, to aż bajki!

Opowieści, bajki i legendy są naszymi towarzyszami od niepamiętnych czasów. Od zawsze barwne historie przyciągał rzesze ludzi, w tym oczywiście dzieci. Jakie bajki mają znaczenie dla rozwoju dziecka? Czy w obecnym czasie opowieści czytane, mówione, mogą być całkowicie zastąpione przez bajki animowane?

Bajki są jednym z pierwszych spotkań dziecka z kulturą i źródłem informacji o życiu. Dzieci mają stosunkowo ograniczone pole możliwości do poznawania świata, a już na pewno do odkrywania go w zrozumiałym dla siebie języku. Jednym z takich bliskich im okien na świat są bajki. To one instruują dzieci o tym, co wolno, a czego nie wolno, mówią o konsekwencjach różnych decyzji. Nie bez powodu większość bajek zawiera przesłanie, które jest swego rodzaju instruktażem postępowania w różnych sytuacjach. Przez tę właśnie cechę dzieci uczą się także moralności.

Inną, ważną cechą bajek jest możliwość wejścia w czyjeś buty, czyli dostrzeżenia i zrozumienia perspektywy innych osób, poprzez pokazanie im przeżyć bohaterów. Dzięki temu bajki uczą dzieci rozumienia innych oraz empatii.

Czytanie i opowiadanie dzieciom bajek rozwija ich wyobraźnie znacznie bardziej niż podawanie im gotowych obrazów za pomocą animacji. A wyobraźnia nie przyczynia się jedynie do bujania w obłokach, ale także rozwija kreatywność. Oprócz wyobraźni dzieci, którym czytane lub opowiadane są bajki – znacznie bardziej poszerzają swoje słownictwo i zdolności językowe, niż gdy jedynie oglądają bajki.

Bajki mają także terapeutyczne właściwości, gdyż pozwalają dzieciom w bezpieczny dla nich sposób przeżyć wraz z bohaterami opowieści doświadczane przez nich emocje. Dzieci mogą zobaczyć, co czuł bohater opowieści i utożsamić się z tym. Mogą również prześledzić jak poradził on sobie z daną sytuacją, co może im pomóc samemu rozwiązać własne, podobne problemy. Dobranie bajki, która opowiada o podobnym dziecku przeżywającym podobne problemy jest tutaj kluczowe. Im bardziej zbliżony do dziecka jest bohater i opisywana sytuacja, tym bardziej dziecko może utożsamić się z nim, a co za tym idzie, odnaleźć w opowieści zrozumienie i rozwiązanie dla swoich trudności. Warto jest w tym miejscu porozmawiać z dzieckiem, o tym jak ono tę bajkę rozumie, co przeżywał bohater i jak sobie poradził.

Jeśli więc chcemy, aby nasze dziecko rozwijało się pod względem empatii, wyobraźni, moralności oraz kompetencji językowych, czytajmy mu bajki. Pomogą one także zawiązywać głębsze więzi z dzieckiem oraz przepracowywać z nim przeżywane przez niego trudne emocje. Tym samym dają możliwość do rozwoju relacji między rodzicem a dzieckiem, która może w przyszłości zaowocować. Nie musimy odrzucać bajek animowanych, pamiętajmy jednak o tym by nie zastąpiły one całkowicie bajek czytanych lub opowiadanych.

Przygotowała: Julia Szreder

Jak to wszystko się zaczęło?

(opowiadanie dla najmłodszych)

Drobinkowo było drobnym miasteczkiem, w którym mieszkał Drobinek z mamą, tatą i siostrą Drobineczką. W Drobinkowie żyło się beztrosko i wesoło. Co rano mama robiła całej rodzince śniadanie, które jedli wspólnie. Następnie tato jechał do pracy, a mama zaprowadzała Drobinka do szkoły, a Drobineczkę do przedszkola. W szkole Drobinek spotykał się ze swoimi kolegami Tycinkiem i Maluśkiem. Drobinkowi nie zawsze chciało się uczyć, ale uwielbiał spędzać przerwy ze swoimi przyjaciółmi. Razem bawili się w „tyciego berka” i „malusiego chowanego”. Drobinek był najlepszy w tyciego berka, bo biegał szybciej od swoich kolegów. Po szkole, gdy mama odbierała Drobinka przechodzili zawsze koło placu zabaw. Drobinkowi i Drobineczce codziennie udawało się uprosić mamę o „minutkę z drobnym haczykiem” zabawy na zjeżdżalni i huśtawce. Często po drodze odwiedzali także sklep Drobinkę. Po powrocie do domu wspólnie jedli obiadek, w czasie którego każdy opowiadał, co się dziś u niego działo. Następnie Drobinek wspólnie z mamą odrabiał lekcje, jadł kolacje i szedł do łóżeczka. Tak to wyglądało dzień w dzień, tydzień w tydzień, no może z drobniutkim wyjątkiem weekendów, które rodzina spędzały na odwiedzinach u babci i dziadka. Jednak pewnego dnia wszystko się zmieniło… Najpierw Pan w telewizji w wieczornym wydaniu Dziennika Drobinkowa powiedział coś o jakimś zakorzenieniu wirusem, tak przynajmniej zrozumiał to Drobinek. Doszło do niego w Tycinkowie, miejscowości obok Drobinkowa.

– Mamo! Co to jest zakorzenienie wirusa? – spytał Drobinek.

– Och Kochanie! Chodzi Ci chyba o zakażenie wirusem, nie zakorzenienie. – powiedziała mama ze śmiechem.

– Co za różnica. – powiedział Drobinek wzruszając ramionami.

– Zakorzenić można drzewo, a zakażenie oznacza, że wirus wszedł do czyjegoś organizmu i ktoś przez to zachorował. – wyjaśniała mama.

– Mamo, ale jak on wszedł w kogoś? Przecież to niemożliwe. – spytał Drobinek zaniepokojony.

– Wirusy są bardzo malutkie, tak małe, że nie widzimy ich gołym okiem. Mogą wejść przez nos albo buzie. Później rozmnażają się, tak, że jest ich bardzo dużo i atakują narządy w naszym ciele. – tłumaczyła dalej mama.

– To straszne! – zawołał przerażony Drobinek.

– Spokojnie, jak ktoś jest chory to musi długo odpoczywać, leżeć w łóżeczku, nie wychodzić z domu, dostaje lekarstwo i zwykle wraca do zdrowia – uspokajała mama.

– To tak jak wtedy, gdy miałem anginę? Dziwne, że o tym mówią w telewizji. Ze mną nikt nie robił wywiadu jak byłem chory. – poskarżył się Drobinek.

– Trochę podobnie. – powiedziała mama śmiejąc się. – Ale ten wirus jest trochę inny. Jest nowy i jeszcze nie wiadomo jak go leczyć – dodała.

Następnego dnia w szkole Pani Maciupeńka powiedziała nam o tym, że musimy uważać na swoje zdrowie i żeby często myć ręce mydłem, bo wirus nie lubi się myć. Powiesiła nawet o tym kolorowy plakat i pokazała jak mamy to robić. Powiedziała nam też, żebyśmy uważali na swoje zdrowie, a przy kichaniu zakrywali buzie. Tego dnia wszystko byłoby całkiem normalnie, oprócz pana z telewizji, który znów opowiadał o kolejnych zarażeniach wirusem. W kolejnych dniach w szkole przestały się odbywać normalne zajęcia. Na początku się z tego cieszyliśmy, bo było więcej czasu na wygłupy. Pewnego wieczora mama przyszła do mnie jak zwykle przeczytać mi bajeczkę na dobranoc. Jednak tym razem zamiast czytać najpierw książeczkę, usiadła na łóżku i zaczęła ze mną rozmowę.

– Dostałam informację z twojej szkoły, że od jutra szkoła będzie zamknięta. – zaczęła mówić mama.

– Jak to? Przecież jeszcze chyba jest daleko do wakacji? Nie będzie lekcji? – wyskoczyłem z łóżka zasypując mamę tysiącem pytań.

– Spokojnie – powiedziała mama z uśmiechem. – Na tyle pytań nie mogę odpowiedzieć na raz. Opowiem ci wszystko, co wiem, a jak będziesz miał jeszcze jakieś pytania, to mi je później zadasz. Ok? – spytała mama kładąc mi rękę na ramieniu.

– Dobrze. – odpowiedziałem siadając powoli.

– Słyszałeś troszkę o tej nowej chorobie? – zaczęła wyjaśniać mama.

– Tak, nawet pani Maciupeńka nauczyła nas jak myć ręce. Pokazać Ci? – przerwałem mamie.

– Już mi pokazywałeś Kochanie. – powiedziała mama ze śmiechem. – Tym nowym wirusem można się bardzo łatwo zarazić, dlatego właśnie należy dokładnie myć ręce i zakrywać buzię przy kichaniu. Powinniśmy też unikać kontaktu z dużą ilością ludzi. Wirus łatwo przechodzi między jedną osobą a drugą. W szkole jest dużo osób, więc jest tam duże ryzyko zarażenia się. Dlatego szkołę na ten czas zamknięto.

– To jak teraz nie ma szkoły, to czy będę mógł codziennie wychodzić na podwórko z Tycinkiem i Maluśkiem? W końcu jest już wiosna. – zapytałem.

– Niestety, nie bardzo Drobinku. Na placu zabaw jest bardzo dużo osób i też można się tam zarazić. – wyjaśniała mama.

– Ale będę bardzo, bardzo ostrożny. – próbowałem ją przekonać.

– Drobinku, z wirusem nie ma żartów. On jest tak malutki, że nie możemy go upilnować, dlatego trzeba bardzo na niego uważać. – tłumaczyła mama.

– No, dobra. – odpowiedziałem zrezygnowany. – A ty i tato będziecie chodzić do pracy? – zapytałem po chwili.

– Ja nie będę jeździła do pracy, tylko pracowała przez Internet, zdalnie. A tato jest policjantem więc musi pilnować bezpieczeństwa w mieście. – powiedziała mama.

Z początku nie było mi tak szkoda, że nie pójdę do szkoły. Jednak nie bardzo podobał mi się pomysł pozostania w domu. Na dworze słonko świeciło coraz dłużej i tak bardzo zachęcało do pójścia na plac zabaw. Jednak najbardziej brakowało mi zabaw z moimi kolegami. Co prawda dzwoniliśmy do siebie każdego dnia i rozmawialiśmy, ale w ten sposób nie da się pobawić w tyciego berka, czy malusiego chowanego. Lekcje odbywały się co dzień, ale nie w szkole tylko przez Internet. Dziwnie było oglądać jak pani Maciupeńka prowadzi lekcje na ekranie komputera. Jednak po jakimś czasie dało się do tego przyzwyczaić. A jak ktoś czegoś nie wiedział, to zawsze można było ją dopytać i wszystko dokładnie tłumaczyła.

Sposób na nudę

(kolejna część opowiadania)

Jednak najgorsze było to siedzenie w domu, bo co tu robić tyle czasu w domu. Można się chyba zanudzić na śmierć. Na początku nie było tak źle. W końcu miałem dużo czasu na budowanie z klocków. Zbudowałem największą jaką da się zbudować wieżę i nawet rodzice pozwolili mi jej nie sprzątać przez parę dni. Przeczytałem wszystkie swoje komiksy. Oglądałem moje ulubione bajki. Jednak po jakimś czasie skończyły mi się pomysły na to, co mógłbym zrobić, a wcześniejsze zajęcia zaczęły mi się nudzić. Pewnie, gdyby nie to, że miałem dużo lekcji na komputerze i zadań do zrobienia całkiem bym się zanudził. Jednak duża ilość nauki wcale mnie nie pocieszała. Chyba nikt nie lubi się cały czas uczyć. Gdy tak siedziałem przy oknie patrząc na pustą ulicę i głośno wzdychając do pokoju weszła Drobineczka.

– Co robisz? – zapytała mnie młodsza siostra.

– Nudzę się. – odpowiedziałem patrząc wciąż przez okno.

– A jak w to się bawi? – spytała zaciekawiona Drobineczka.

– W to się niestety nie bawi i to wcale nie jest takie fajne. Nudzi się wtedy, gdy nie ma się co robić. – odpowiedziałam spoglądając na nią.

– Jak tego nie lubisz, to po co to robisz? – zapytała mnie siostra patrząc na mnie ze zdziwieniem.

– Bo nie wiem, co mógłbym zrobić. – odpowiedziałem nieco zasmucony.

– To pobaw się ze mną! – zaproponowała Drobineczka.

– Ale w co? Wiesz, że nie lubię bawić się lalkami, ani misiami. – powiedziałem.

– Hmm to już nie wiem, w co – stwierdziła siostra.

– Z Tycinkiem i Maluśkiem zwykle bawiliśmy się w „tyciego berka”. – odpowiedziałem po chwili zastanowienia.

– Zagrajmy w to! – z entuzjazmem zawołała Drobineczka.

Już po chwili goniłem siostrę po pokoju. Bardzo szybko ją złapałem. Za to Drobineczka nie umiała mnie złapać, byłem dla niej za szybki. W końcu cała zadyszana potknęła się o dywan i upadła na podłogę.

– Auuu! – wrzasnęła z bólu Drobineczka.

– Co się stało? – zawołała zaniepokojona mama z innego pomieszczenia.

– Nic takiego. – odpowiedziałem jej nieco wystraszony, pomagając wstać Drobineczce.

Po chwili do pokoju weszła mama. Przytuliła zapłakaną Drobineczkę, otarła jej łzy i podmuchała stłuczone kolanko. Oczywiście musieliśmy się wytłumaczyć, że to przez zabawę w „tyciego berka”. Bałem się, że mama będzie na mnie zła z tego powodu, jednak wcale się nie denerwowała.

– Chyba się wam trochę nudzi? – zapytała mama.

– Nawet bardzo. – odpowiedziałem mamie. Drobineczka tylko cicho przytaknęła.

– Hmm, chyba mam na to radę. – powiedziała tajemniczo mama.

– Jaki masz pomysł? – zapytałem równocześnie z Drobineczką.

– Zaraz się dowiecie. Potrzebna nam będzie duża kartka, farby, mazaki i kredki. – odpowiedziała mama niewiele zdradzając.

Szybko przynieśliśmy potrzebne materiały do pokoju i czekaliśmy na dalsze propozycje mamy.

– Co robimy? – zapytała Drobineczka.

– Teraz każdy z nas niech pomyśli o tym, co chciałby zrobić w najbliższym czasie i co można zrobić razem w domu. Możemy to napisać lub narysować na tej olbrzymiej kartce, a potem powiesimy ten plakat pełen pomysłów i spróbujemy zrealizować każdy pomysł. – powiedziała mama.

– Ale super pomysł! – zawołaliśmy jednogłośnie.

Od razu zabraliśmy się do roboty. Ja namalowałem zabawę autami, rysowanie komiksów, zabawy z piłką i oczywiście „malusie chowanego”. Drobineczka narysowała zabawę w dom, piknik, szkołę, sklep oraz koniki, misie i lalki. Mama narysowała wspólne gotowanie, pieczenie ciasteczek, taniec, granie w planszówki, kalambury oraz zrobienie teatrzyku. Gdy tato wrócił do domu po pracy też dopisał swoje pomysł: majsterkowanie, szachy, ćwiczenia i zabawę w Indian. Zrobiła się z tego naprawdę długa lista. Plakat powiesiliśmy na drzwiach do mojego pokoju. Wszyscy stanęliśmy przed drzwiami i podziwialiśmy wspólne dzieło.

– To od czego zaczynamy? – zapytał tato.

– To może od rysowania komiksów. – zaproponowałem.

– Nie, lepiej od koników. – powiedziała Drobineczka.

– Zabawa w koniki jest nudna. – nie zgodziłem się z siostrą.

– Nie prawda. To komiksy są nudne. – stwierdziła oburzona siostra nieco podniesionym głosem.

– Proponuje żebyśmy wypróbowali każdy z pomysłów, który jest napisany na plakacie. A dopiero potem będziemy mogli stwierdzić, czy dany pomysł nam się podoba bardziej, czy mniej. Ja na przykład boję się, że jak będę piekł ciasteczka, to wszystkie przypalę. Jednak chciałbym spróbować, bo może akurat polubię zabawy w kuchni. – powiedział tato. – Co wy na to, żeby wypróbować każdy z tych pomysłów? – zapytał po chwili.

– Myślę, że to dobry pomysł. – zgodziła się mama.

– No dobra. – dałem za wygraną. Drobineczka też przytaknęła głową.

Odtąd codziennie testowaliśmy inne pomysły. Co ciekawe okazało się, że wiele zabaw, które wydawały mi się z początku nudne okazały się całkiem fajne. Bardzo polubiłem zabawę w Indian i szachy , które zaproponował tato. Dużą przyjemność sprawiało mi pieczenie i gotowanie z mamą. A najbardziej to, że później jedliśmy wszyscy razem te pyszności. Nawet zabawa w koniki okazała się być całkiem fajna. Dołączyłem do niej moje ludziki z lego i klocki, z których budowałem dla koników stajnie. Drobineczka, tato i mama też się świetnie bawili w moje zabawy. Podczas niektórych zabaw powstawały nowe pomysły. Dorysowywaliśmy każdy z nich na plakat, a później próbowaliśmy nowych zabaw. Mama miała naprawdę genialny pomysł na nudę z tym plakatem.

Lekcje na odległość

(kolejna część opowiadania)

W tym czasie, gdy nie chodziliśmy do szkoły pani Maciupeńka kontaktowała się z nami przez Internet. Prowadziła lekcje ze swojego domu, a każdy z nas oglądał ją u siebie na ekranie monitora. Było to dość zabawne szczególnie, gdy mieliśmy wirtualny w-f. Każdy ćwiczył i rozgrzewał się u siebie w domu na macie lub dywanie. Nie można było jednak niestety pograć w nogę, siatę, zbijaka czy w dwa ognie. Na zajęciach plastycznych malowaliśmy różne prace i potem wysyłaliśmy ich zdjęcia pani. Było fajnie, ale nie można już było się tak porównywać z kolegami. Szczególnie zabawnie było, gdy próbowaliśmy śpiewać na lekcji muzyki. Jednych było słuchać szybciej a innych później i robił się z tego śmieszny hałas. Jednak były też takie zajęcia, które nie były dla mnie takie zabawne. Najgorsza była matematyka. Pani Maciupeńka wszystko nam dokładnie pokazywała, jednak nie zawsze była możliwość zapytania o to jak coś się liczy. Przez to często miałem problem ze zrozumieniem jak wykonać zadanie. Ciężko było też odpowiadać na pytania pani, gdy inni słuchali. Bardzo mnie to stresowało. Jednak najgorzej było pewnego dnia, gdy Internet mi się zaciął i nie słyszałem, co pani Maciupeńka mówi. Tato pomógł mi naprawić połączenie z Internetem, jednak przegapiłem przez to kilka minut lekcji.

– Jaki mamy wynik w tym przykładzie Drobinku? – usłyszałem zaraz po tym, jak w końcu udało się tacie ponownie połączyć z Internetem. Zatkało mnie i przez chwilę nic nie odpowiedziałem.

– Halo Drobinku? Co Ci wyszło w kolejnym przykładzie? – zapytała pani Maciupeńka ponownie.

– Ja nie, nie wiem. – wyjąkałem. – Aaaa w… w jakim pprzykładzie? – dopytałem jąkając się.

Dzieci wybuchnęły bardzo głośnym śmiechem. To było naprawdę okropne. Wybiegłem z płaczem z mojego pokoju zostawiając otwarty komputer. Pobiegłem do łazienki zamknąłem drzwi i głośno płakałem. Miałem wszystkiego dość. Po chwili usłyszałem ciche pukanie do drzwi łazienki.

– Drobinku, co się stało? – zapytała zmartwiona mama.

– Nic takiego. – powiedziałem dalej płacząc.

– Przecież słyszę, że płaczesz. – odpowiedziała mama. – Czy mogę wejść? – dodała.

Na początku nie chciałem wpuścić mamy, jednak gdy dłużej nalegała otworzyłem jej drzwi. Podeszła do mnie i przytuliła. Siedzieliśmy tak chwilkę, aż się uspokoiłem.

– Co się stało Drobinku? – zapytała mnie mama.

– No, bo ja nic nie umiem z tej matematyki. A do tego Internet mi się zawiesił i nie wiedziałem, co mówi pani Maciupeńka. Potem jak znów mi zaczął działać, to pani chciała żebym podał wynik w jakimś przykładzie, ale nie wiedziałem w jakim przykładzie. A później to inni zaczęli się śmiać, że nie wiem. To było okropne. Nie chcę wracać na tą lekcje! – skarżyłem się mamie.

– Powinieneś na nią wrócić. Pani Maciupeńka na pewno martwi się o to, dlaczego zniknąłeś. – tłumaczyła mama.

– Nie chcę tam wracać. Nie chcę żeby się ze mnie znowu śmiali. – powiedziałem stanowczo.

– Rozumiem Cię, nikt nie lubi jak ktoś się z niego śmieje. Myślę jednak, że oni nie śmiali się z Ciebie tylko z tej sytuacji. Zresztą twoi koledzy na pewno nie wiedzą, że miałeś kłopoty z połączeniem internetowym i to dlatego nie wiedziałeś, co powiedzieć. Chyba powinieneś im wyjaśnić co się stało, to wtedy cię zrozumieją. – stwierdziła mama.

– Może tak. Ale co jeśli ja naprawdę jestem głupi z tej matematyki? – zapytałem mamę.

– Nie jesteś głupi Drobinku. Każdy może czegoś nie wiedzieć. Gdy mamy jakieś wątpliwości, to trzeba pytać. Na pewno pani wszystko wyjaśni. – tłumaczyła mama.

– Nie chce jej przerywać kiedy tłumaczy i chyba nie widzi jak mam podniesioną rękę. – tłumaczyłem mamie mój problem.

– Na pewno jest jakieś wyjście. – powiedziała mama. – Chodź, powinieneś wrócić na lekcję.

– Pójdziesz ze mną mamo? – zapytałem.

– Tak, będę cię wspierać, ale to ty im wszystko opowiesz, dobrze? – odpowiedziała mama.

Przytaknąłem. Przetarłem jeszcze raz oczy i wraz z mamą wróciłem do mojego pokoju. Lekcja jeszcze trwała.

– O jesteś Drobinku! A już miałam dzwonić do Twoich rodziców. – zawołała z przejęciem pani Maciupeńka jak tylko zobaczyła mnie na ekranie.

– Martwiliśmy się o ciebie. – powiedział Tycinek.

– Co się stało? – zapytał zmartwiony Malusiek.

Opowiedziałem im o problemach z połączeniem internetowym. O tym, że przez to nie wiedziałem o jakim przykładzie mówi pani Maciupeńka. Mówiłem im też o tym, że zrobiło mi się bardzo przykro, gdy zaczęli się ze mnie śmiać. Wszyscy słuchali mnie w ciszy. Gdy skończyłem opowiadać, każdy mnie przeprosił. Pani Maciupeńka powiedziała, że jakby ktoś miał jakikolwiek i z czymkolwiek problem, to ma śmiało zadawać pytania.

– Moi kochani, zapamiętajcie: Kto pyta nie błądzi. – powiedziała pani Maciupeńka.

Od tego czasu, zawsze pytałem, gdy czegoś nie wiedziałem. A pani Maciupeńka zawsze nam wszystko wyjaśniała. Okazało się też, że więcej osób miało w czasie lekcji jakieś pytania, które bało się zadać. Po tej sytuacji wszyscy przestali się obawiać zadawania pytań.

Urodziny babci

(kolejna część opowiadania)

Wszystkim nam brakowało co tygodniowych wizyt u dziadków. Stęskniliśmy się za barwnymi historiami i żartami, które opowiadał dziadek. Bardzo brakowało nam też pysznego rosołku i jabłecznika, które babcia zawsze przygotowywała na naszą wizytę. Nic też nie było nam w stanie zastąpić czasu spędzonego z dziadkami w ich ogródku. Kiedyś dużo pomagałem babci w sadzeniu i pieleniu roślin oraz koszeniu trawnika. Wszystkim nam było smutno, że w czasie wirusa, nie mogliśmy odwiedzać dziadków. Najsmutniejsza była jednak Drobineczka, która co tydzień płakała, że nie może pójść do babci.

– Mamo, kiedy pójdziemy do babci i dziadka? – pytała Drobineczka.

– Kochanie niestety nie możemy pójść do dziadków. – tłumaczyła mama. – Teraz, kiedy łatwo można się zarazić wirusem, musimy unikać kontaktu z innymi. Dziadek jest słaby i często choruje. Nie możemy go przypadkiem zarazić, bo będzie bardzo długo chorował. – wyjaśniała.

– Ale ja bardzo chcę odwiedzić babcię i dziadka. Nie dam im wirusa mamo! – mówiła ze łzami w oczach Drobineczka.

– Oj wiem Kochanie, że się za nimi bardzo stęskniłaś. Mi też ich bardzo brakuje. Może do nich zadzwonimy? – zaproponowała mama.

– Ale to nie to samo, nawet ich nie widać. – oponowała siostra.

– No, właśnie a dziadek to nawet nie za wiele słyszy przez telefon. Najgorzej, że nie możemy im nawet przekazać prezentu na urodziny babci. – włączyłem się w rozmowę.

– Chyba mogę na to coś zaradzić, żebyśmy się z babcią i dziadkiem mogli zobaczyć nie wychodząc z domu. – powiedział tato tajemniczo.

– Co zrobisz tato? – zapytała zaciekawiona Drobineczka.

– Tato chyba chce żeby dziadkowie łączyli się z nami przez Internet na kamerce. – domyślałem się.

– Dokładnie. Może to nie to samo, co wizyta, ale też można się razem zobaczyć. – powiedział tato.

– A co do urodzin babci, to myślę, że możemy przygotować jej wspólny prezent. Tato zrobi jej niespodziankę i zawiezie go do niej wraz z zakupami. – dodała mama.

– Tato dostarczysz babci laurkę ode mnie? – zapytała z nadzieją w głosie Drobineczka.

– Oczywiście, Drobineczko. Będę najlepszym dostawcom na świecie. – powiedział tato z uśmiechem.

– Dziękuje! – zawołała z radością Drobineczka, rzucając się tacie na szyję.

Drobineczka od razu pobiegła do pokoju, żeby przygotowywać laurkę dla babci. Wzięła czerwoną kartkę i zaczęła z niej wycinać duże serce. Nie chciałem być od niej gorszy więc postanowiłem, że zrobię coś wyjątkowego. Poszukałem na telefonie naszych zdjęć z babcią i dziadkiem. Było tam sporo wesołych zdjęć: jak piekliśmy z babcią ciastka, jak dziadek grał na akordeonie, jak dziadek przebrał się za Mikołaja i dużo innych.

– Co robisz Drobinku? – zapytał mnie tato.

– Szukam fajnych zdjęć z dziadkami, chciałbym im je wysłać. – powiedziałem tacie.

– Super pomysł! Może zrobimy z nich prezentacje dla dziadków? – zaproponował tato.

– To byłoby świetne! – zawołałem z radością. – tylko ja nie umiem za bardzo robić prezentacji. – powiedziałem już nieco smutniej.

– Ale przecież nie musisz jej robić sam. Chętnie Ci w tym pomogę. – powiedział tato.

– Byłoby super! – powiedziałem z uśmiechem na twarzy.

Razem z tatą usiedliśmy przed komputerem i zgraliśmy zdjęcia. Tato pomógł mi przygotować ładną prezentację, która opowiadała historię o naszych dziadkach. Dużo mi pokazał i wytłumaczył, a przy tym mieliśmy sporo śmiechu. Tato podłożył pod prezentację także ulubioną piosenkę babci. W międzyczasie Drobineczka przygotowała piękną laurkę, a mama zapakowała wcześniej przygotowany wazon dla babci. Tato wytłumaczył też dziadkom jak zainstalować i prowadzić rozmowy przez kamerkę. Dużo zajęło mu wytłumaczenie wszystkiego dziadkom, ale w końcu się udało. W dniu urodzin tato podrzucił pod drzwi dziadków zakupy wraz z prezentami. Gdy wrócił zadzwoniliśmy razem do nich i rozmawialiśmy przez kamerkę. Zaśpiewaliśmy babci sto lat i złożyliśmy jej życzenia. Dziadkowie bardzo się ucieszyli na nasz widok.

– Dziękuję Wam bardzo za przemiłą niespodziankę! – powiedziała babcia. – Bardzo podoba mi się wazon. Już wsadziłam do niego kwiatki z ogródka. Domyślam się, że tą piękną laurkę zrobiła Drobineczka, dziękuję Ci Skarbie. – dziękowała szczęśliwa babcia.

– Babciu to nie wszystko, mamy coś jeszcze dla Ciebie. – powiedziałem.

– Co takiego? – zapytała zaciekawiona babcia.

Przesłaliśmy dziadkom prezentację przez komputer. Babcia wzruszyła się oglądając nasze wspólne zdjęcia w prezentacji.

– Co się stało Babciu? Dlaczego płaczesz? – zapytała przejęta Drobineczka.

– To z radości Skarbie. Jestem szczęśliwa, że mam taką wspaniałą rodzinkę. Dziękuję Wam wszystkim za cudowne niespodzianki. – dziękowała babcia.

To była naprawdę fajna niespodzianka. Od tego czasu dzwoniliśmy przynajmniej raz w tygodniu do dziadków i rozmawialiśmy widząc się przez kamerkę.

Tęsknota za przyjaciółmi

(kolejna część opowiadania)

Choć z nudą radziłem sobie już znacznie lepiej, to i tak bardzo brakowało mi moich przyjaciół: Tycinka i Maluśka. Tęskniłem za wspólnymi wygłupami, żartami i zabawami. Z mamą, tatą i siostrą było naprawdę miło, jednak z nimi nie jest tak samo jak z najlepszymi kumplami. Klasy też mi brakowało i wspólnych przerw. Niby mieliśmy codziennie kontakt w czasie zdalnych lekcji, jednak nie było wtedy czasu na wygłupy, zabawy i rozmowy. Miałem już pomału dość tego siedzenia w domu i marzyłem o tym, by pójść w końcu do szkoły.

– Mamo! Ile to jeszcze potrwa? – zapytałem pewnego dnia.

– Nie wiem, Drobinku. – powiedziała mama.

– Skoro ty nie wiesz, to chyba nikt nie wie… – stwierdziłem ze smutkiem.

– Niestety na razie nikt nie wie, kiedy lekarze i naukowcy znajdą sposób na tego wirusa. – wyjaśniała mama. – Musimy uzbroić się w cierpliwość i poczekać. – dodała.

– Mi się ta cierpliwość już chyba kończy. – stwierdziłem. – A najgorsze jest to, że nie wiem, kiedy zobaczę się z moimi przyjaciółmi… Tak bardzo mi ich brakuje! – dodałem ze łzami w oczach.

– Tęsknisz za nimi? – spytała mama obejmując mnie delikatnie.

– Nawet bardzo, bardzo. – powiedziałem wtulając się w mamę.

– Hmm pomyślę, co da się w tym temacie zrobić. – stwierdziła mama.

– Masz jakiś pomysł? – spytałem nieco ożywiony.

– Może tak. – odpowiedziała mama tajemniczo. – Muszę tylko porozmawiać z panią Maciupeńką. – wyjaśniła po chwili.

Tego samego dnia mama zadzwoniła do naszej nauczycielki. Niestety nie udało mi się nic podsłuchać, a mama też mi nie powiedziała o czym rozmawiała z panią Maciupeńką. Czekałem więc z niecierpliwością do następnej lekcji.

– Dzień dobry moi kochani uczniowie! Dziś mam dla was niespodziankę. Słyszałam, że stęskniliście się za sobą nawzajem. W związku z tym ogłaszam, że na każdej lekcji wychowawczej zrobimy sobie Lekcję Umilacza. – powiedziała następnego dnia pani Maciupeńka.

– Lekcja Umilacza? A co to takiego? – dopytywał Tycinek.

– To bardzo dobre pytanie. Co tydzień ktoś z Was pomyśli o tym, jak może umilić reszcie klasy tę lekcję. Może napisać list, opowiadanie, komiks o nas i naszej klasie. Może nas wszystkich narysować w jakimś fajnym miejscu. – wyjaśniała pani Maciupeńka.

– A jak ktoś nie umie ładnie rysować i pisać? – zapytała Malusia.

– To można nakręcić filmik, zrobić prezentację albo cokolwiek innego, co Wam przyjdzie do głowy. – tłumaczyła nasza nauczycielka.

– Ale super! To ja zrobię komiks o naszej klasie. – powiedziałem podekscytowany.

– O, a ja ulepię całą klasę z plasteliny! – zawołał Tycinek.

– No to ja narysuję nas wszystkich jak jesteśmy w naszej klasie. – powiedział z entuzjazmem Malusiek.

– A ja zrobię album ze zdjęciami z naszych wycieczek klasowych. – stwierdziła Malusia.

Nawzajem przekrzykiwaliśmy się naszymi pomysłami. A każdy z nich był naprawdę fajny.

– No dobrze moi kochani. Cieszę się, że pomysł wam się spodobał. Mam jeszcze jeden plan, to będzie taki mój umilaczek dla was. Zrobię wam też przynajmniej raz w tygodniu chwilę czasu na wspólne gry i zabawy. Będziemy grali w drobne kalambury, malusie państwa i miasta oraz różne zgadywanki. – powiedziała pani Maciupeńka.

– Extra! – zawołaliśmy radosnym chórem.

Odtąd raz w tygodniu robiliśmy sobie na zajęciach wychowawczych Lekcję Umilacza. Za każdym razem działo się na tej lekcji coś innego. Każdy z nas dawał innym coś od siebie. Ktoś zrobił laurkę, ktoś wymyślił piosenkę, ktoś napisał wierszyk o naszej klasie i tak dalej i tak dalej. Ja też przedstawiłem swój komiks. Wszystkie pomysł były super, a nawet bardzo super. Czasami nawet czułem się jakbym był razem z nimi wszystkimi, gdy tak wspólnie umilaliśmy sobie czas różnymi pomysłami. Niektóre osoby udało mi się nawet przez to lepiej poznać. Zabawy i gry z panią Maciupeńką też były świetne. Wszyscy bawili się i śmiali. Tak bardzo spodobały nam się te zabawy, że nawet z Tycinkiem i Maluśkiem umawialiśmy się po lekcjach na rozmowy przez kamerkę. W czasie, naszych spotkań internetowych rozmawialiśmy, wspólnie rysowaliśmy komiksy i graliśmy w różne zgadywanki.

Powrót do przedszkola

(dalsza część opowiadania)

Tego dnia zjedliśmy na obiad moje ulubione danie, spaghetti. Było pyszne. Po obiedzie, gdy chcieliśmy pobawić się z Drobineczką, zatrzymał nas tato.

– Pamiętacie jak jakiś czas temu zamknęli przedszkole, szkołę i pracę mamy? – zaczął opowiadać tato. – Teraz ma się coś zmienić. – tłumaczył dalej.

– Pójdę do szkoły?! – zawołałem z radością.

– Niestety szkoła i praca mamy dalej są zamknięte, ale otworzyli już przedszkole od Drobineczki. – wyjaśnił tato.

– Dlaczego ja nie mogę wrócić do szkoły, a Drobineczka może wrócić do przedszkola? – zapytałem rozżalony.

– To dlatego, że przedszkola przygotowali już tak, żeby były bezpieczne. – wyjaśnił tato.

– Nie będzie tam wirusa? – zapytała cicho Drobineczka.

– Do przedszkola będą przychodziły tylko zdrowe dzieci, bez wirusa. Będziecie też mieli różne środki ostrożności. – mówił tato.

– A co to są środy ostrożności? – dopytywała dziewczynka.

– Środki ostrożności, nie środy ostrożności. – zawołałem śmiejąc się.

– Drobinku, twoja siostra może tego nie wiedzieć. – powiedziała mama karcąco. – Środki ostrożności. To takie rzeczy i zachowania, przez które jesteśmy bezpieczniejsi. Na przykład mycie rączek po dotknięciu różnych rzeczy. Jak wszyscy będą robili to, co pani w przedszkolu powie, to wirus nikogo nie zakazi.

– Ale ja i tak tam nie chcę iść. – powiedziała Drobineczka ze łzami w oczach.

– A ja chciałbym w końcu pójść do szkoły. To niesprawiedliwe, że Drobineczka może pójść do przedszkola, a ja nie mogę iść do szkoły! – zawołałem.

Mama przytuliła Drobineczkę, a tato podszedł do mnie i powiedział.

– Drobinku jak w szkole będzie bezpiecznie, to ją otworzą. Wtedy do niej pójdziesz. Na razie jeszcze musimy poczekać. – wyjaśnił. – W tej chwili w szkole i tak nikogo nie ma. Chyba nie chcesz pójść do pustej szkoły? – zapytał.

– No, nie. – stwierdziłem. – Po prostu chciałbym żeby ją już otworzyli.

– Otworzą ją. Musisz tylko uzbroić się w cierpliwość. – powiedział tato uspakajająco. – Na pewno dasz radę. – dodał po chwili.

– Tak, naprawdę tak myślisz? – zapytałem.

– Oczywiście. – powiedział tato z uśmiechem.

Podczas mojej rozmowy z tatą Drobineczka rozpłakała się całkiem. Wtuliła się w mamę, a słone łzy spływały jej po policzkach.

– Co się stało? – zapytałem siostrę.

– Nie chcę iść do przedszkola. – powiedziała popłakując.

– Dlaczego? – zapytałem.

– Chcę zostać w domku z wami. – mówiła przez łzy.

– Podobało Ci się teraz w domku? – spytała mama.

– Tak, było super. – powiedziała.

– Ale przecież ty bardzo lubiłaś chodzić do przedszkola. Pamiętasz jak zawsze opowiadałaś o pani Mikruśkiej i o twoich koleżankach Tycince i Maluśkiej? – zapytałem.

– Tak, lubię Tycinkę, Maluśkę i panią Mikruśkę. – powiedziała Drobineczka przecierając mokre oczy.

– Pomyśl, że teraz będziesz mogła znowu się z nimi spotkać i pobawić. Ciekawe co u nich słychać. – powiedziała mama.

Drobineczka zaczęła się uspokajać.

– A odbierzesz mnie później z przedszkola i pobawimy się potem razem? – powiedziała nieśmiało.

– Oczywiście. Przecież zawsze cię odbieram. – powiedziała mama. – A wspólną zabawę możemy Ci nawet z Drobinkiem obiecać. Prawda synku? – spytała.

– No, pewnie. Jak tylko wrócisz z przedszkola, to się razem pobawimy. Będziesz nawet mogła wybrać sobie zabawę. – zapewniałem.

Drobineczka uspokoiła się całkiem. Na jej twarzy pojawił się radosny uśmiech. Nic nie mówiąc przytuliła mnie.

– Chyba siostra chcę ci podziękować. – powiedział tato.

– Niby za co? – zapytałem zdziwiony.

– Za to, że jesteś naprawdę fajnym bratem. – stwierdził tato. – Też jestem z ciebie dumny. – dodał po chwili.

Gdy to powiedział poczułem się jak prawdziwy bohater. Może nie taki w masce i pelerynie. A taki, który pomaga ludziom.

Autor opowiadań: Julia Szreder
Skip to content